|
Otwieram okno szeroko. Gwiazd brak. Wychodzę na balkon. Chłód przenika moje kości. Włączam muzykę. Moje mentalne pokłady systemu nerwowego przeżywają orgazm. Totalne wyciszenie w całym wyczuleniu na dźwięki. Każdy z nich mizia pojedynczy neuron. Swoją siłą przenosi przez synapsę do następnego sępa nerwowości pańskiej i budzi stan rozmarzenia.
Nie znam miłości. Nie doznaje jej i nie darzę nią. Przereklamowany slang komercjalizacji społecznej antymózgów, demagogów, populistycznych braci mediów. Slang. Kiedyś miłością określano stan emocjonalny. Dziś? No właśnie. Nic. Nie istnieje? Ale kocham. Kocham ten stan. Ten który teraz mam. Więc dalej, głośniej, mocniej. Niech muzyka gra. Papieros niech się tli. Kawa niech się parzy. Alkohol chłodzi? Dziś rozkosznie muzycznie. Bez nałogów. Chociaż ich nie mam. Ale dziś bez papierosa, bez kawy, bez alkoholu. Muzyka, ja, okno, myśli. Moje myśli. ...Lubię ten stan Rozkoszne sam na sam Cisza i ja Cisza, ja i czas Udaje, że świat Zamyka się W tych czterech ścianach A za nimi pustka Lubię ten stan Cisza, ja i czas... Name: Komentarze: 26.07.2008 :: 22:13 :: 62.69.212.252 24.07.2008 :: 01:18 :: 86.46.34.251 23.07.2008 :: 14:43 :: 193.33.174.4 23.07.2008 :: 13:38 :: 62.69.212.252 |